
Końcem listopada 2014 roku mieliśmy okazję gościć w Slavii czeską pisarkę oraz dziennikarkę panią Věrę Noskovą. Była to okazja dla naszych słuchaczy do poznania pani Věry oraz jej twórczości.
Věra Nosková pisze powieści, opowiadania, nowele oraz wiersze. Współpracuje z czeską telewizją oraz czeskim czasopismami. Jest m.in. autorką trylogii („Bereme, co je”, „Obsazeno”, „Víme svý”), która w Czechach została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników.
Podczas listopadowego spotkania w Slavii autorka zgodziła się udzielić wywiadu dla portalu kulturatka.pl.
Co skłoniło Panią do pisania?
To był naturalny proces. W wieku pięciu lat nauczyłam się czytać i od tego czasu jestem zapalonym czytelnikiem. W wieku dziwięciu lat napisałam pierwszy wiersz i od tej chwili piszę cały czas. Moje książki zaczęły być wydawane dopiero po zmianie władzy (po roku 1989 – przyp. tłum.), wcześniej cenzura moich tekstów by nie puściła. Po aksamitnej rewolucji zostałam dziennikarką. Dziennikarstwo mnie nauczyło pisania codziennie bez wymówek, bez czekania na inspirację czy dobry humor.
Skąd czerpie Pani inspiracje do pisania książek, z podpatrywania rzeczywistości, czy może z własnych doświadczeń?
Moje powieści, opowiadania, nowele są w znacznym stopniu autobiograficzne. Oczywiście jestem również zagorzałą obserwatorką życia oraz ludzi dookoła, co jest kolejnym źródłem inspiracji. Trzecim jest sztuka, literatura i media, w których znajduję różne aktualne tematy.
Czy pisząc książkę pozwala Pani zerknąć bliskim na pisany właśnie tekst, aby wysłuchać ich sugestii? Czy nie pokazuje Pani tekstu nikomu, dopóki nie postawi Pani kropki na ostatniej stronie swojej nowej powieści?
Mam kilku znajomych – moich czytelników, którym czasem wysyłam fragment z aktualnie pisanej książki. Mężowi oraz synom nie chwalę się swoim półproduktem. Dopiero, kiedy skończę książkę, wysyłam ją kilku osobom do oceny, włącznie z mężem i synami. Często ich spostrzeżenia biorę pod uwagę.
Czy kończąc pisać książkę odczuwa Pani pustkę? Czy jest może wręcz przeciwnie, bo myśli Pani już o napisaniu kolejnej powieści?
Kiedy kończę pisać książkę, martwię się o jej zakończenie, które powinno być interesujące i efektowne. Pointa, ostatnie zdanie są ważne. Kiedy gotową książkę wysyłamy do drukarni (jestem również wydawcą swoich książek), czuję ulgę – książka jest w końcu gotowa, a równocześnie mam obawy czy nie zostały tam jakieś błędy itp. Pustki nie czuję, mam już zazwyczaj rozpoczętą lub przemyślaną kolejną książkę z której się cieszę. Cieszę się również, kiedy dostaję książkę z drukarni a potem jest ona we wszystkich księgarniach.
Jak wygląda Pani otoczenie podczas tworzenia, Pani warsztat pracy? Co Pani lubi wtedy mieć przy sobie a Pani co przeszkadza w pisaniu?
Na drzwiach swojego pokoju wieszam dla rodziny kartkę z napisem: Nie mówcie do mnie! Piszę. Na oknach mam postawione rzeczy z kolorowego szkła, m.in. wazony. Szczególnie wtedy, kiedy świeci słońce wprawiają mnie w dobry humor. Kiedy myślę, lubię na nie patrzeć. Do pisania potrzebuję ciszy. Młot pneumatyczny pod oknem doprowadza mnie do szału i muszę przerwać pisanie. Ale pociągi, które jeżdżą pod moim oknem mi nie przeszkadzają. Lubię je.
Z jakim pisarzem lub pisarką się Pani utożsamia? Kto jest dla Pani wzorem, ulubiony pisarzem?
Buhałkow, Czechow, Malamud, Roth, Capote, Vančura i wielu innych.
Czy pisanie traktuje Pani jako hobby czy jest ono Pani sposobem na życie?
Sposobem na życie. Pasją. Jest to praca, która sprawia mi radość, a równocześnie jest pracą zarobkową.
Kto jest Pani muzą? Komu dedykuje Pani swoje książki?
Nie mam muzy. Książek nikomu nie dedykuję. Pierwszą powieść, która odniosła sukces, pt. „Bereme, co je” zadedykowałam moim synom, ale myślę, że było im to wszystko jedno. Drugi tom zadedykowałam przyjaciołom i czytelnikom z Niemiec, którzy mnie wsparli finansowo przy wydaniu książki. Pozostałe książki dedykacji nie mają.
Którą ze swoich książek lubi Pani najbardziej? I dlaczego akurat tę?
Najbardziej lubię trzeci tom trylogii pt. ”Víme svý“. Jest zwarty kompozycyjnie, pełen zwrotów akcji, prawdziwych postaci, a jego akcja rozgrywa się w małym miasteczku, w środku leśnej krainy. Czytelnik będzie zdumiony tym co było możliwe w tamtych czasach. Kiedy miałam dwadzieścia cztery lata i to wszystko przeżywałam mieszkając przy austriackiej granicy, już wtedy wiedziałam, że kiedyś będę musiała to opisać. Na podstawie tej książki napisałam nawet scenariusz filmowy, ale znalezienie producenta nie jest łatwe.
Czy ma Pani pomysł na kolejną książkę? Jeżeli tak, to czy może Pani zdradzić o czym ona będzie?
Aktualnie piszę nową powieść. Będzie trochę o fałszu i zawiści, ale będą w niej również radośniejsze fragmenty. Będę ją długo pisała, chciałabym bowiem, żeby to była gruba książka.
Wiem, że spędziła Pani w Krakowie cały listopad. Czy jest coś, co zachwyciło Panią w tym mieście? A co Panią zszokowało?
Czarujące jest Stare Miasto. Podoba mi się język polski. Nic mnie nie zszokowało. Trochę mnie zmartwiły statystyki mówiące o tym, że w Polsce podobno tylko 30% społeczeństwa czyta książki. W Czechach jest to 70%. Polacy wydają mi się poważniejsi i mniej przebojowi niż Czesi. Gdybym miała tu mieszkać dłuższy czas, brakowałoby mi czeskich knajp, w których można się napić taniego dobrego piwa, w których gra się na gitarze i śpiewa. Ale czuję pokrewieństwo naszych historii, kultur, języków, mamy również podobne doświadczenia z Niemcami oraz Rosjanami. Podoba mi się, że Polacy, bardziej niż my Czesi, popierają NATO i Unię Europejską.
Czy planuje Pani jeszcze nas odwiedzić? Jeżeli tak, to kiedy?
Tak. Jest duże prawdopodobieństwo, że do Krakowa ponownie przyjadę w ramach stypendium literackiego. W Willi Decjusza mi się bardzo dobrze pisało.
Rozmawiała Karolina Chłoń
Tłumaczenie: Patrycja Kobylska
Wywiad opublikowano na portalu kulturatka.pl
Slavia – Centrum Języków Słowiańskich
- ul. Lubicz 22/8, 31-504 Kraków
- 507 487 201
- biuro@slavia-jezyki.pl
Najnowsze artykuły
02 wrz 2024Ruszyły zapisy na kursy – jesień 2024! 🍂
22 lip 2024Serbska muzyka w polskich utworach.
28 cze 2024Jak uczyć dziecko języka obcego? Nie tylko online!